wtorek, 29 września 2015

Disco Polo, prawilniacy i jeszcze więcej informacji.

Witajcie~
Pewnie niektórzy z Was zauważyli Moją długą nieobecność. Cóż nie miałam weny, by ładnie formułować zdania, które później powędrowałyby do czeluści internetu. Lecz już koniec z tym! Wróciłam ze zdwojoną siłą, chorobą i Moim pesymizmem.
Mój rok szkolny zaczął się bardzo szybko - już na wstępie mieliśmy zapowiedzianą klasówkę z (o zgrozo) matematyki. Dostałam 3 i cieszyłam się ogromnie. Teraz "nałapałam" sporo dobrych ocen i jestem zadowolona.
Cóż kojarzycie może Olę? Tą, która nazywała Mnie "farmazonem"? Tak, Ona ma tak na imię.
A tą, z którą później się trzymałam? To jest Marta. A ta druga koleżanka to Danusia.
Zdradzam Wam te ściśle tajne imiona z prostego powodu - jestem zbyt leniwa, by za każdym razem, gdy piszę coś o nich nie szukać zamienników ich imion.
Cóż, więc Aleksandra (brzmi lepiej, prawda?) zaczęła się do Mnie odzywać. Zawsze tak jest, Ja jednak nie ufam Jej tak bardzo jak wcześniej. Wracając, zachowuje się Ona jakby nigdy nie było wcześniejszej kłótni, Jej karygodnego zachowania na lekcjach. Nieprawdopodobne, ale cóż, Ja nie chcę kolejnych konfliktów, więc nie będę drążyć tematu.
Ostatnio byłam z Nią i Martą na koncercie Disco Polo w M1, gdzie, swoją drogą, można wygrać samochód. One świetnie się bawiły, a Ja stałam i słuchałam muzyki. Próbowały Mnie "rozruszać", a jak już któryś raz z rzędy odmówiłam tańca, to zaczęły podejrzewać czy nic Mi się nie stało. Jak karabin maszynowy zasypały Mnie gradem pytań o Mój stan zdrowia, a Ja wyćwiczoną formułę powtarzałam: "W porządku, nie martwcie się o Mnie. Nic Mi nie jest". Na prawdę dobrze się czułam.
Po jakiejś godzinie przybył Nasz klasowy kolega ze swoimi znajomymi. Dziewczyny od razu przyłączyły się do grupy, a samotny rodzynek społeczny wymyślał jak tu wrócić do domu tak, żeby inni nie zauważyli. Plan gotowy, to czas działać! Już wykonywałam pierwszy krok, gdy Ola powiedziała: "A Ty co tak stoisz? Podejdź, zapoznaj się z innymi!". W mej głowie, jak w pustej grocie odbijały się słowa "Zapoznaj się!". Ja, introwertyk z krwi i kości mam coś powiedzieć przy obcych?! To awykonalne! Zmuszona wydukałam coś w stylu "Cześć" i na tyle skończyła się Moja przygoda towarzyska. Później weszliśmy do środka, a me oczy dostrzegły czerwonego balonika wypełnionego helem. Od razu wiedziałam, że będzie mój! Podeszłam i spytałam się (co wymagało wielkiej odwagi!) czy mogłabym balonika. Pan spojrzał na Mnie rozbawionymi oczami i odpowiedział: "Oczywiście! Proszę bardzo.". Ucieszona wróciłam do przyjaciół. Po opuszczeniu centrum niewiele się wydarzyło. Pamiętam, że zgubiłam Moją grupkę w tłumie, później SMSy, nieudane połączenia i Moją rozpacz oraz uczucie zdrady. Jakby wbito Mi nóż w plecy (choć to byłoby lepsze). Zostałam porzucona, a reszta świetnie się bawiła. Cóż, taki już Mój los. Mój powrót do mieszkania wyglądał nieciekawie - wtulona do biletomatu, otoczona przez pijanych ludzi i pijących wódkę, byłam wystraszona. Gdy tylko usłyszałam Mój przystanek spytałam się (potrzeba było więcej odwagi) najbliżej stojącej kobiety, czy mogę przejść do drzwi. Odpowiedziała "No tak" i reszta kibiców rozsunęła się torując Mi przejście do drzwi. Czułam się niczym Mojżesz! Dosłownie wypłynęłam z tłumu i mało brakowało, a wpadłabym na znak przystanku.
W sumie to tyle z ostatnich wydarzeń.
Pamiętajcie - Carpie diem!~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz